poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Zosia (samosia)

Slogan, wyświechtane hasło. Jedno jest pewne. Zosia nie była typowa dziewczynką o takim imieniu. Nie posiadała cechy samosi. Nie chodzi o zarozumiałość, ale o własne ja, poczucie wartości i świadomość. Ona bardzo bardzo liczyła się ze zdaniem innych, moze nawet aż za bardzo aż do czasu..., ale po kolei.
Dzień Zosi wyglądał jednako. Starała się robić, wszystko, żeby tylko przypodobać się innym. Mama chciała dziewczynki warkoczykach w spódnice, to Zośka pozwalała zaplatać sobie warkoczyki. Tata chciał dziecka bez bransoletek, które nie czyta książek. To dziewczynka ściągała swoje ukochane rzemyki i nie brała książek do rąk na oczach. Nie kłóciła się nie odzywała, miała porządek. Była miła i uśmiechnięta. I nie ważne było, że coraz bardziej się dusiła będąc pytana po raz setny co tam w szkole stawiana w swoich białych rajtuzach, eleganckich butach  Przecież kochała rodziców, nie mogła nie spełnić ich oczekiwań. Jeszcze przestaliby na nią zwracać uwagę i kochać ją i kazanie byłoby jeszcze dłuzsze. I tak Zosia rosła, każdy kiełkujący pomysł bunt tłumiąc w zarodku, bo jak to tak. Stale starając się odgadnąć pragnienia innych ludzi. To co robiła dobrze było niezauważalne, a to co jej nie wychodziło. To był dopiero temat. Chodząc w znienawidzonych warkoczykach i spódniczkach, kreowana na kopię 1000 innych standard, bez własnego zdania.
 Tyle tylko, że Zosia nie była materiałem na idealną kopię kolejnej grzecznej dziewczyny. Ludzie w temacie określiliby ją jako Niezgodną, albo anty szufladkową. Zosia zaczynała powoli mieć dość robienia tylko tego co wpada, przypodobania się ludziom i bycia poukładaną dobrą dla społeczeństwa. A czym to się skończyło?
Dziewczyna zaczęła głośno mówić co myśli nie przejmując się tym co powiedzą inni, za nieliczne pieniądze kupować kolejne rzemyki i czytać bez ukrywania się z tym wszędzie. Masz szlaban na telewizor, padały coraz mniej przyjemne słowa, światło było gaszone,  skończyło się przytulanie na dobranoc i jakiekolwiek poprawne relacje z rodzicami. Był za to kolejny szlaban na bransoletki, rozkaz przebieraj się i inne bardzo dziwne nawet kreatywne sposoby na to, żeby powrócić do pionu tą Zosię. Tylko tak ja zabita oskubana a kura nie odzyska życia i piórek tak i Zosia była już inną osobą. Dalej uczyła się chodziła do szkoły i wykonywała swoje obowiązki. No może po za jednym. Spełniania zachcianek już nie było. I mimo iż nie miała mieć prawa racji starała się jej dowodzić. Siłaczka rodem z Żeromskiego. Miał cel i widziała w tym sens. Przecież i tak nigdy nie było wystarczająco dobrze i zawsze była gorsza. Od Paulinek, Asi, Madzi, Sabinek które miały szacunek dla rodziców i wszystko robiły lepiej i nie miały nić pod ryłko.
Bo dobrymi chęciami to jest piekło wybrukowane, a Zosia za wczas zrozumiała, że nie da się zadowolić wszystkich ludzi tak samo jak nie da się oczekiwać miłości, od kogoś, kto tak naprawdę jej nie ma dla nas. I uwaga to, że ktoś jest nam bliski i my mu też w pewien sposób nie oznacza, że zawsze chce dla nas dobrze...
Wiec zamiast być Zosią, która samodzielnie nie myślała i przejmowała się zdaniem innych stan się Zosia-Samosią. Myślenie nie boli, bolą tylko przemyślenia, ale za to jak daleko można zajść będąc pozbawionym złudzeń... 
Zosia już wie, co jest lepsze, a ty?

 I bardzo dziękuję Moni za natchnienie :*

3 komentarze:

  1. Nie potrafiłabym tak podporządkowywać się innym. Jestem zbyt buntownicza ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja od zawsze pokazywałam pazurki, kiedy było trzeba, więc Zosine perypetie są mi obce :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny wpis, trochę smutny, bo przecież życie jest też piękne, no ale...

    OdpowiedzUsuń

:*