czwartek, 7 sierpnia 2014

Znamy się:)

Drobniutka dygresyjna o tym co umie:)
Więc skończyłam z mega zadowoleniem 1 klasę. 5, 28. W Warszawie po raz drugi byłam tym razem po nagrodę w pierwszej trzydziestce, a dokładnie na 20 miejscu na tysiąc osób się znalazłam, to tez dumną posiadaczką tableta i ślicznie wydanej książki Amstronga o zarządzaniu kapitałem ludzkim się stałam. Przez cały miesiąc byłam praktykantką. Obsługa turystów była w końcu:)
***
Co do kafeterii to to dziwne coś, co ma pomóc w zdobyci wiedzy ekonomicznej, dla takich popaprańców jak ja:D Przez całe miesiące z dobrym, albo złym humorze, wypoczęta, albo padająca na pysk i podtrzymująca oczy zapałkami, ( określenie mojego kuzyna, świetnie nie?), ale jednak systematycznie byłam, i nie tyle się uszyłam, co czytając, dyskutując, lub mecząc się z sekendlifem mimochodem coś tam wiedziała, to tez mogłam sobie pogwizdać, na globalizację i parę innych geograficznych zagadnień:D( ale tego nie zrobiłam, głupia ja, za bardzo lubię dyskutować:D)
A miedzy czasie tego seminarium ( dla tych co sie im skojarzy z kościołem, drobna wyprowadzająca z błędu dygresyjna, to taki typ imprezy biznesowej, 1 dniowy z jakimś prelegentem, warsztatami, jedzeniem, krótko, zwięźle i bardzo tematycznie, w naszym przypadku kameralnie 30 osób, aczkolwiek możliwe, że więcej)Patrząc na tych ludzi jak to mnie określono ja myślicielka ( poranny, praktykowy, z kolei przydomek) stwierdzić sobie pozwoliłam,  ze chociaż zupełnie nic nie wiem o ich prywatnym życiu to będzie mi ich brakować. Dziwne może tak, może nie, ale jak sie z kimś toczy boje przez 9 miesięcy to trochę o tych ludziach za następnego ekranu myśleć zdarza. Zupełnie ich nie znam, nigdy nie byliśmy razem, Raczej nie rozmawiamy o abstrakcji ach i zupełnie życiowych tematach, no dobra, marketing, gospodarka  i ekonomia to bardzo życiowe tematy, ale chodziło mi raczej o wyjechanie z prywatą. Nic, a jednak są mi oni całkiem bliscy. Nieznajomi, a jednak znajomi po raz pierwszy.
***
Inna na praktykach dostąpiła zaszczyt przywdziania białej bluski i czarnej spódnicy i butów, eleganckich, aczkolwiek nie baletek(!), i mogła po łazić z tacką. Nie serio. Była sobie przy moim praktyk-owym miejscu kilkudniowa impreza, a właściwie to festiwal Strefa Chwały. Chrześcijanie z wielkim zamiłowaniem i w ogóle zjechali sobie co by pośpiewać, powyć, ( no po raz 20 ta sama piosenka ileż można.) Obsługa gosci, obsługa. Mój rewir 11 stolików średnio po 11 osób i co? Siedzą jedzą.  6 dni razy 3 posiłki to daje nam niezłą ilość ''obejść'', ale było warto. I znowu. Ganiając z tymi talerzami, wazami dzbankami Inna posłuchała trochę rozmów i coś niecoś o ludizach i ich stosunek wiedziała. Pierwszys stolik zawsze zjadął wszystko szybko, ale za to strasznie dużo gadał. Prz innym byli ludzie z MAjdanu, przy kolejnym Siostra zakonna, przy której zawsze ktoś zostłą na dłuzej, zeby porozmawaić, była mała słodka Hania, która jkaoś nie miała apetytu , była rodzina, która nigdy nie przyszła punktualnie i jeszcze dużo innych ludzi. I miom iż nie wiem skąd są, czym się zajmują to jednak trochę o nich wiem. Skądinąd okazała się, ze ludzie zaczęli się do mnie zwracać per Pani, i dziękować mi za każdym razem, i dowiedziałam się, że mam bardzo ładne korale, a na końcu dowiedziałam się, że byłam najlepszą kelnerką. Praktycznie nic o tych ludziach nie wiem, ale jednak wydają mi się znajomi.
***
Ludzie z którymi się styka człowiek na co-dzień jako pracodawcy, nauczyciele, kasjerki w sklepach, ludzie w autobusie. Wszyscy oni po pewnym czasie mogą się nam wydawać znajomi, ale czy mi ich znamy? Wydaje mi się, że nie, a ostatni zaobserwowałam,z e coraz więcej tego znamy się chociaż w ogóle nic nie wiemy czy da się poznać człowieka, tak do końca? nie to jak określać znajomości? Coraz trudniej poznać człowieka, bo jak, przez maskę się przedrzeć? PRze komputer bez kontaktu wzrokowego. Znamy się tczy tylko żyjemy obok sibie, i stwarzamy pozory?
***
I tak scenka rodzajowa. Naso spóźnialscy goście. Jeszcze nie przyszli, Naglwe ni z gruszki ni z pietruszki kuchar pyta mnie co mi się stało w nogi. odpowiadam mu, ze to tylko nadmierna miłość komarów i ślepciów do mojej krwi. żadnego zdziwienia, przyzwyczajona ja do takich pytań, tylko czemu właśnie on mi je zadał? Nie wiem może to jakaś aluzja że nie nadaję się na kelnerkę, bo nie te nogi, albo co, chyb będę sie zastanowić do końca życia:D.

6 komentarzy:

  1. O, to się dużo u innej działo. No my sie nie znamy, ale się czytamy ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. U Ciebie widzę też ciagle coś się dzieje :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję wysokiej średniej :)
    Co do poznania ludzi - myslę, że nie jesteśmy w stanie poznać kogoś tak do końca. Musielibyśmy wejść do jego mózgu, a to niemożliwe ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Brawo fajnie się ciebie czyta ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Takie doświadczenia są najlepsze:). Wykonujesz swoja pracę a przy okazji możesz poobserwować ludzi.

    OdpowiedzUsuń

:*