poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Zosia (samosia)

Slogan, wyświechtane hasło. Jedno jest pewne. Zosia nie była typowa dziewczynką o takim imieniu. Nie posiadała cechy samosi. Nie chodzi o zarozumiałość, ale o własne ja, poczucie wartości i świadomość. Ona bardzo bardzo liczyła się ze zdaniem innych, moze nawet aż za bardzo aż do czasu..., ale po kolei.
Dzień Zosi wyglądał jednako. Starała się robić, wszystko, żeby tylko przypodobać się innym. Mama chciała dziewczynki warkoczykach w spódnice, to Zośka pozwalała zaplatać sobie warkoczyki. Tata chciał dziecka bez bransoletek, które nie czyta książek. To dziewczynka ściągała swoje ukochane rzemyki i nie brała książek do rąk na oczach. Nie kłóciła się nie odzywała, miała porządek. Była miła i uśmiechnięta. I nie ważne było, że coraz bardziej się dusiła będąc pytana po raz setny co tam w szkole stawiana w swoich białych rajtuzach, eleganckich butach  Przecież kochała rodziców, nie mogła nie spełnić ich oczekiwań. Jeszcze przestaliby na nią zwracać uwagę i kochać ją i kazanie byłoby jeszcze dłuzsze. I tak Zosia rosła, każdy kiełkujący pomysł bunt tłumiąc w zarodku, bo jak to tak. Stale starając się odgadnąć pragnienia innych ludzi. To co robiła dobrze było niezauważalne, a to co jej nie wychodziło. To był dopiero temat. Chodząc w znienawidzonych warkoczykach i spódniczkach, kreowana na kopię 1000 innych standard, bez własnego zdania.
 Tyle tylko, że Zosia nie była materiałem na idealną kopię kolejnej grzecznej dziewczyny. Ludzie w temacie określiliby ją jako Niezgodną, albo anty szufladkową. Zosia zaczynała powoli mieć dość robienia tylko tego co wpada, przypodobania się ludziom i bycia poukładaną dobrą dla społeczeństwa. A czym to się skończyło?
Dziewczyna zaczęła głośno mówić co myśli nie przejmując się tym co powiedzą inni, za nieliczne pieniądze kupować kolejne rzemyki i czytać bez ukrywania się z tym wszędzie. Masz szlaban na telewizor, padały coraz mniej przyjemne słowa, światło było gaszone,  skończyło się przytulanie na dobranoc i jakiekolwiek poprawne relacje z rodzicami. Był za to kolejny szlaban na bransoletki, rozkaz przebieraj się i inne bardzo dziwne nawet kreatywne sposoby na to, żeby powrócić do pionu tą Zosię. Tylko tak ja zabita oskubana a kura nie odzyska życia i piórek tak i Zosia była już inną osobą. Dalej uczyła się chodziła do szkoły i wykonywała swoje obowiązki. No może po za jednym. Spełniania zachcianek już nie było. I mimo iż nie miała mieć prawa racji starała się jej dowodzić. Siłaczka rodem z Żeromskiego. Miał cel i widziała w tym sens. Przecież i tak nigdy nie było wystarczająco dobrze i zawsze była gorsza. Od Paulinek, Asi, Madzi, Sabinek które miały szacunek dla rodziców i wszystko robiły lepiej i nie miały nić pod ryłko.
Bo dobrymi chęciami to jest piekło wybrukowane, a Zosia za wczas zrozumiała, że nie da się zadowolić wszystkich ludzi tak samo jak nie da się oczekiwać miłości, od kogoś, kto tak naprawdę jej nie ma dla nas. I uwaga to, że ktoś jest nam bliski i my mu też w pewien sposób nie oznacza, że zawsze chce dla nas dobrze...
Wiec zamiast być Zosią, która samodzielnie nie myślała i przejmowała się zdaniem innych stan się Zosia-Samosią. Myślenie nie boli, bolą tylko przemyślenia, ale za to jak daleko można zajść będąc pozbawionym złudzeń... 
Zosia już wie, co jest lepsze, a ty?

 I bardzo dziękuję Moni za natchnienie :*

wtorek, 27 stycznia 2015

Co by było gdyby...


życie choć piękne tak krótkie jest zrozumiał ten, który otarł się o śmierć.
 Zastanowiłeś się kiedyś jakby to było skończyć ze sobą? Co by było, gdyby nagle cię nie było? Gdybyś sam mógł wybrać moment na śmierć? Gdybyś mógł po prostu od tak skończyć ze sobą i nie męczyć dłużej siebie, otoczenia....
 Jeśli tak i to czytasz to pewnie wiesz, że to nie takie proste i przyznasz mi rację, a jeśli nie to zastanów się razem ze mną. Bo wbrew temu co sądzi większość ludzi samobójstwo wymaga odwagi, to nie takie proste banalne. Życie nie jest usłane różami, i czasami masz serdecznie dosyć. Czy tak, zęby się zabić czy też trochę mniej to zależy od ciebie.  Nie to nie jest proste. To jest bardzo trudne. Tak skończyć raz na zawsze, o niczym nie przypomnieć sobie w ostatniej chwili i nie bać się....
Bo chyba nie można się bać samemu wybierając moment na koniec własnego życia? Stając się choć raz panem i wybierając moment, bardziej niż zwykle. I mając wreszcie to uczycie kontroli nad własnym życiem. Tylko czy to jeszcze jakaś perspektywa życia? Moment i metoda, to jest to.
Czasem to tylko wołanie o pomoc, czasem jakiś nieprzemyślana decyzja impuls, czasem coś co daje  wizję bez problemów...
Tylko czy można wybrać idealny moment na śmierć? Jest tyle sposobów by umrzeć, ale jak wybrać ten właściwy?  Jaką mamy pewność, że faktycznie za zakrętem nic na nas nie czeka? Czy mamy prawo wybierać? Czy wolna wola to też prawo do śmierci nawet jeśli sami ja sobie zadamy?Czy faktycznie tak bardzo mamy dość naszego życia, że jesteśmy gotowi je stracić, czy myślimy, ze kiedyś będzie lepiej, że przecież tyle spraw nas jeszcze trzyma... Czym ryzykujesz bardziej zostając, czy odchodząc?
Samobójstwo to decyzja ważna i taka z której prawie nie da się wyplątać. Ci którzy ją podejmują muszą mieć poważny powód, albo przynajmniej impuls. Tylko czy ty faktycznie masz prawo oceniać ich teraz, kiedy nie mają już nic do powiedzenia? Czy możesz ich postrzegać jako tchórzów, a siebie jako lepszego? Czy możesz w jakimkolwiek stopniu się porównywać? I kto jest tak naprawdę odważny? Ty, który zostałeś by walczyć, czy, on,ten który poszedł, gdzieś tam do jakiegoś innego istniejącego bytu? Które zachowania to odwaga, a które uciekanie i chowanie głowy w piasek?
I tym jakże optymistycznym akcentem otwieram Nowy Rok :)

niedziela, 7 grudnia 2014

historia pewnej znajomosci...

Napisał do ciebie, jest starszy i nawet całkiem przystojny. Piszecie ze sobą na fejsbuku i świetnie się rozumiecie. Chodzicie w prawdzie do tej samej szkoły, ale tam wasza erudycja sięga tylko, albo aż kurtuazyjnego cześć. Wiesz, ze twoje koleżanki uważają go za ciacho, ale nic nie mówisz, bo o czym o fejsie, przecież to takie prozaiczne. I z tą prozaicznością idziesz kolejnego dnia do szkoły, żeby mijać go na korytarzu i czekać do wieczornych godzin, kiedy to na nowo masz poczucie, że wreszcie cię ktoś rozumie. Mogłabyś pisać godzinami i twoje życie zaczyna wkrótce przypominać odliczanie do wieczorów. W końcu masz dość. Czemu się zresztą dziwić ileż można pisać na fejsie i nie wiedzieć o co chodzi? W końcu stało się wielkie wyznanie miłości i kolejna love story, która jednak nie jest taka standardowa. I nie chodzi tu wcale o jakieś kłótnie, niezgodność charakteru czy kumpli, którzy dominują i są ważniejsi. Nie chodzi o jakieś zgrzyty, tylko o sępy przyjaciółki, jeśli można to tak nazwać. Bo przecież kibicują twojemu związkowi, tylko patrzą , żeby wbić Ci szpilkę. Bo przecież gratuluję ci, życzą, szczęścia, tylko uważają, że to specjalnie odbicie faceta. Bo przecież im się należy, a skoro im się to podoba to ty nie masz prawa pisać z tym chłopakiem, i budować szczęścia, nawet jeśli to był jego pomysł i jego inicjatywa. Budowanie szczęścia na cudzym nieszczęściu. Tak, bo przecież zakochanie, to jest taki wielki związek emocjonalny i w ogóle normalnie nie ma opcji, bo to ogromne zło.Zdrada, godna co najmniej śmierci towarzyskiej. Zwłaszcza, jeżeli nic między tą dwójką i tak by nie było. Pytanie tylko, czy to przyjaźń. Moim zdaniem przyjaźń nie polega na stałym trzymaniu się za raczki i głaskaniu i mówienie o wszystkich sprawach, ale na racjonalnym oparciu. Papużki nierozłączki to nie przyjaźń, bo jak osobiście udusiłabym się w takich relacjach przyjaciel to osoba, która powinna być blisko w ważnych momentach w życiu, ale też gdy wszystko się sypie. Przyjaciel powinien umieć nieść wsparcie, ale też opieprzyć, a nie tylko, żyć życiem drugiej osoby, czy być jakby obok. Pytanie tylko, jaka powinna być postawa przyjaciela? Powinien on wiedząc, że nie ma szans na związek cieszyć się szczęściem bliskiej sobie osoby, czy może obgadywać ją i szukać dziury w całym. Przyjaciele są wśród nas, obok żyją tyle tylko, ze nie zawsze właściwe osoby są przez nas uszanowane za ważne. Można się naprawdę przejechać. Niby błahe damsko-męskie sprawy. Tylko, czy ''przyjaciel'' ma prawo wzbudzać poczcie winy i brać na uczucia? Czy ma prawo niszczyć szczęście tylko, dlatego, że niewłaściwie ulokowała swoje uczucia i nie ma spraw na odwzajemnienie? Z drugiej strony warto zainteresować się również, tym czy w ogóle powinno się przejmować opinią osoby, którą wprawdzie uważa się za przyjaciela, ale jest skrajnym egoistą? Czy można sugerować się troską? Czy warto ciągać taką znajomość. Na ludziach naprawdę można się przejechać, a chyba nie warto tracić czas na taką ''przyjaźń'', która zamiast rozwijać i dawać wsparcie rani i sieje wątpliwości. I chyba nigdy nie zrozumiem co kieruje osobami, które potrafią kłócić się o mężczyzn/kobiety i przekreślać długie wydawałoby się trwałe rewelacje. Ślepota, głupota, czy może klapki na oczach....
I najgorsze w tym wszystkim jest to, ze przez pseuda przyjaźń, która znowu aż tak niespotykana nie jest mogą nie mieć szans naprawdę fajne związki, a zamiast szczęścia, jest niesmak, konflikt i napięta atmosfera.

środa, 10 września 2014

przepis

Niepewnie spoglądając przez korytarz idziesz szybko, byle przejść? Siedzisz cicho, bo boisz się co powiedzą inni, gdy głośno się odezwiesz, a zamiast głośno powiedzieć co myślisz, wolisz znowu siedzieć cicho, bo przecież jesteś głupi i nic nie umiesz? Nie wychylasz się wtapiasz w tłum i egzystujesz. Wstajesz ubierasz się i robisz jak automat wszystko inne. Idziesz do szkoły, może się uczysz, jesz śpisz i chowasz się za ekranem monitora siedząc na fb i oglądając zdjęcia swoich znajomych myśląc że wszystko im wychodzi i są szczęśliwi, a zwłaszcza  jeśli już coś umiesz robić lepiej niż inni, masz do czegoś dryg, to koniecznie to chowasz, i absolutnie zarzekasz się, ze ty tego nie umiesz co? Fakt sam siebie znasz najlepiej. Tylko czy oby na pewno znasz swoja wartość? Czy może pozwoliłeś sobie wmówić sobie, że jesteś do bani?

Wisz co, odkryję przed tobą nowe, ukryte drzwi. Są ludzie, co to za wszelka cenę będą chcieli cie stłamsić, przygnieść do ziemi. A wiesz dlaczego najczęściej to robią? Bo ci zazdroszczą. Czego? Możliwości,  a sami czasu nie cofną, szansa została zmarnowana, a ty możesz jeszcze wszystko zmienić. Jeśli tylko sobie to uświadomisz. Masz szanse, a widząc cel będzie ci łatwiej.

Skromność to cnota i tego nie neguje, ale spokojnie, jak zawsze możne przegiąć w drugą stronę. To, że coś ci się nie udało, nawet raz drugi piąty i dziesiąty, to nie znaczy, ze jesteś do bani i nic nie umiesz. To znaczy, ze masz silna wole, bo mimo wszystko ciągle próbujesz od nowa.Jeśli jednak myślisz, że przyczyną twoich porażek jest to, że nic nie potrafisz, to znaczy, ze ktoś w sugestywny sposób ci to powiedział. Tylko czy ma rację?

Porażka może nauczyć, a nawet ma jedną poważną zaletę. Uodparnia. Nawet jeśli wydaje ci się, ze jesteś na dnie, upadłeś tak nisko, że niżej się nie da. To wiesz co? Zdradzę ci sekret. Poradzisz sobie z tym, a kolejne dno, które spotkasz, może za pół roku, a może później będzie jeszcze głębsze. Ale wiesz co? Masz asa w rękawie. Jeśli tylko chcesz wyjdziesz. Z każdego dna - nawet piekieł.  Trzeba tylko chcieć, a dzięki temu zyskasz pewność, że umiesz. I tak w kółko masz szansę się o tym przekonać.
 ''Uważasz, że doszedłeś do ściany? Głową muru nie przebijesz. No to teraz się odwróć, spójrz za siebie jak wielka przestrzeń, ile możliwości...''

I jeszcze jedno to co dostajesz za darmo zwykle jest niewiele warte, a aby docenić musisz to najczęściej stracić. Czasu nie cofniesz, wiec może spróbuj się cieszyć małymi rzeczami, bo one mogą dać ci szczęście.

 Możesz jeszcze wybrać opcje na skróty, tylko czy na pewno ci się to opłaca. Iście na skróty jest podobne do równi pochyłej. Raz spróbujesz, a potem już leci. Warto?

A co do ciekawości, to jest zupełnie inaczej. Mówią, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale to nie równia pochyła i wiesz co zawsze możesz zawrócić, zanim się poparzysz, albo wręcz przeciwnie lecieć w ogień. Twój wybór twoje miejsce.

I nie bój się robić miejsca, bo trzeba zrobić porządek ze starym, aby mgło być nowe.
 I jeszcze jedna tym razem złota gra.
"Wyobraź sobie, że życie jest grą, podczas, której żonglujesz pięcioma piłeczkami. Są to: praca, rodzina, zdrowie, przyjaciele i miłość. Przez cały czas starasz się utrzymać je wszystkie w powietrzu. Nagle pewnego dnia dochodzisz do wniosku, że praca to piłka z gumy. Nawet jeżeli ją upuścisz, odbije się i wróci. 
Pozostałe cztery - rodzina, zdrowie, przyjaciele i miłość zostały wykonane ze szkła. Gdy, któraś z nich upadnie, nieodwracalnie porysuje się, pęknie lub, co gorsza, może się nawet rozbić.
 Dopiero gdy człowiek zrozumie naukę płynącą z opowiastki o pięciu piłeczkach, może zacząć pracować nad zachowaniem w życiu niezbędnej równowagi."

czwartek, 7 sierpnia 2014

Znamy się:)

Drobniutka dygresyjna o tym co umie:)
Więc skończyłam z mega zadowoleniem 1 klasę. 5, 28. W Warszawie po raz drugi byłam tym razem po nagrodę w pierwszej trzydziestce, a dokładnie na 20 miejscu na tysiąc osób się znalazłam, to tez dumną posiadaczką tableta i ślicznie wydanej książki Amstronga o zarządzaniu kapitałem ludzkim się stałam. Przez cały miesiąc byłam praktykantką. Obsługa turystów była w końcu:)
***
Co do kafeterii to to dziwne coś, co ma pomóc w zdobyci wiedzy ekonomicznej, dla takich popaprańców jak ja:D Przez całe miesiące z dobrym, albo złym humorze, wypoczęta, albo padająca na pysk i podtrzymująca oczy zapałkami, ( określenie mojego kuzyna, świetnie nie?), ale jednak systematycznie byłam, i nie tyle się uszyłam, co czytając, dyskutując, lub mecząc się z sekendlifem mimochodem coś tam wiedziała, to tez mogłam sobie pogwizdać, na globalizację i parę innych geograficznych zagadnień:D( ale tego nie zrobiłam, głupia ja, za bardzo lubię dyskutować:D)
A miedzy czasie tego seminarium ( dla tych co sie im skojarzy z kościołem, drobna wyprowadzająca z błędu dygresyjna, to taki typ imprezy biznesowej, 1 dniowy z jakimś prelegentem, warsztatami, jedzeniem, krótko, zwięźle i bardzo tematycznie, w naszym przypadku kameralnie 30 osób, aczkolwiek możliwe, że więcej)Patrząc na tych ludzi jak to mnie określono ja myślicielka ( poranny, praktykowy, z kolei przydomek) stwierdzić sobie pozwoliłam,  ze chociaż zupełnie nic nie wiem o ich prywatnym życiu to będzie mi ich brakować. Dziwne może tak, może nie, ale jak sie z kimś toczy boje przez 9 miesięcy to trochę o tych ludziach za następnego ekranu myśleć zdarza. Zupełnie ich nie znam, nigdy nie byliśmy razem, Raczej nie rozmawiamy o abstrakcji ach i zupełnie życiowych tematach, no dobra, marketing, gospodarka  i ekonomia to bardzo życiowe tematy, ale chodziło mi raczej o wyjechanie z prywatą. Nic, a jednak są mi oni całkiem bliscy. Nieznajomi, a jednak znajomi po raz pierwszy.
***
Inna na praktykach dostąpiła zaszczyt przywdziania białej bluski i czarnej spódnicy i butów, eleganckich, aczkolwiek nie baletek(!), i mogła po łazić z tacką. Nie serio. Była sobie przy moim praktyk-owym miejscu kilkudniowa impreza, a właściwie to festiwal Strefa Chwały. Chrześcijanie z wielkim zamiłowaniem i w ogóle zjechali sobie co by pośpiewać, powyć, ( no po raz 20 ta sama piosenka ileż można.) Obsługa gosci, obsługa. Mój rewir 11 stolików średnio po 11 osób i co? Siedzą jedzą.  6 dni razy 3 posiłki to daje nam niezłą ilość ''obejść'', ale było warto. I znowu. Ganiając z tymi talerzami, wazami dzbankami Inna posłuchała trochę rozmów i coś niecoś o ludizach i ich stosunek wiedziała. Pierwszys stolik zawsze zjadął wszystko szybko, ale za to strasznie dużo gadał. Prz innym byli ludzie z MAjdanu, przy kolejnym Siostra zakonna, przy której zawsze ktoś zostłą na dłuzej, zeby porozmawaić, była mała słodka Hania, która jkaoś nie miała apetytu , była rodzina, która nigdy nie przyszła punktualnie i jeszcze dużo innych ludzi. I miom iż nie wiem skąd są, czym się zajmują to jednak trochę o nich wiem. Skądinąd okazała się, ze ludzie zaczęli się do mnie zwracać per Pani, i dziękować mi za każdym razem, i dowiedziałam się, że mam bardzo ładne korale, a na końcu dowiedziałam się, że byłam najlepszą kelnerką. Praktycznie nic o tych ludziach nie wiem, ale jednak wydają mi się znajomi.
***
Ludzie z którymi się styka człowiek na co-dzień jako pracodawcy, nauczyciele, kasjerki w sklepach, ludzie w autobusie. Wszyscy oni po pewnym czasie mogą się nam wydawać znajomi, ale czy mi ich znamy? Wydaje mi się, że nie, a ostatni zaobserwowałam,z e coraz więcej tego znamy się chociaż w ogóle nic nie wiemy czy da się poznać człowieka, tak do końca? nie to jak określać znajomości? Coraz trudniej poznać człowieka, bo jak, przez maskę się przedrzeć? PRze komputer bez kontaktu wzrokowego. Znamy się tczy tylko żyjemy obok sibie, i stwarzamy pozory?
***
I tak scenka rodzajowa. Naso spóźnialscy goście. Jeszcze nie przyszli, Naglwe ni z gruszki ni z pietruszki kuchar pyta mnie co mi się stało w nogi. odpowiadam mu, ze to tylko nadmierna miłość komarów i ślepciów do mojej krwi. żadnego zdziwienia, przyzwyczajona ja do takich pytań, tylko czemu właśnie on mi je zadał? Nie wiem może to jakaś aluzja że nie nadaję się na kelnerkę, bo nie te nogi, albo co, chyb będę sie zastanowić do końca życia:D.

wtorek, 6 maja 2014

Nietypowo

Minimum tekstu, maximum zdjęć... 
Szczerze mówiąc mam delikatną tremę, bo to moje pierwsze konsultowane zadanie, (Chyba, że liczy się dawanie moich wypracowań w czasach odległej podstawówki) ale już naprawdę nie wiem co mam zrobić. Na zadanie z turystyki dostałam przedstawić swoją miejscowość.
I o ile gadkę to ja mogę zrobić nawet w nocy o północy o tyle wybór zdjęć jest do bani bo mam max 5, a ja zdecydować sie nie mogę toteż proszę, błagam o wskazanie 5 naj...
1

2

3

4

5

6

7

8

9

10


11


12
13
14


15


16

17

18

19
Z góry bardzo dziękuję za pomoc:)

wtorek, 29 kwietnia 2014

Anonimowość...

Inna jest pasjonatka wsi. Kocha przyrodę. Widoki. Zwierzaki. Naturę. Ogólnie Wszystko to co wiejskie. Nie wyobraża sobie picia kupnego, kartonowego mleka, jedzenia takiej śmietany. Kiedyś w odległych czasach chciała być weterynarzem, ale takim prawdziwym wiejskim. Istna (na)palona optymistka wiejska. Nie przeszkadza jej brak autobusów(zawsze można sobie zrobić wycieczkę krajoznawczą). Sąsiedztwo ubojni( w końcu można tam zobaczyć krowy, jeszcze więcej krów!!!)Jest miejsce, przestrzeń widoki, drzewa( mam fioła na punkcie drzew), jabłonki, śliwki, czereśnie, malinki, truskawki i inne już mniej apetyczne( przynajmniej dla mnie) owocki… To wszystko jest, niczym niezamąconym krajobrazem, pełnym spokoju nie tylko wspomnieniami,  ale nawet rzeczywistością. Spokojnie jest prąd, są łazienki, ale stare takie bez gwoździ stodoły tez się znajda (Sama miałam taką, ale uległa zniszczeniu podczas powodzi). Skądinąd uwielbiam, bo są takie przyjemne w dotyku. Nie malowane, ale zabarwione słońcem, z upamiętnionymi kroplami deszczu ewentualnie i specyficznym zapachem. Zresztą zapach zwierząt, sian, żniw, kwitnących jabłoni. To wszystko czuć!!!.

Jednakże jest coś co mnie wkurza ostatnio coraz bardziej. Chodzi o plotkarstwo i brak anonimowości. Tak Stereotypowo by rzecz, ale u mnie jest tak naprawdę. Niestety. Człowiek nie może spokojnie wyjść, bo od razu w najlepszym wypadku wszyscy gadają, że szedł taki i taki, wtedy i wtedy buł u tego i tego z domniemaną przyczyną. Ktoś idzie do kogoś , jest sensacja na najbliższe dwa tygodnie. Większość przy tych oknach siedzi i czeka. Mi to tam wsio ryba. Gadają to niech gadają, nie gadają to niech nie gadają,  Na huśtawkę w dzień nie można bo pomyślą, ze nic nie robisz, O bieganiu nikt u mnie we wsi nie powie, bo się ludzie będą gapić i gadać. Ubrać się to tez tak jak pan Bóg przykazał, bo  pomyślą, że tak gospodarka a na ciuchy nie ma. To nic, że to nie jak się nie ma do rzeczywistości. Trza posłuchać na ten temat, bo przecież, co by sąsiedzi pomyśleli. Oczywiście ja tam to gdzieś, ale są tacy co naprawdę się przejmują.  I robią wszystko, pod ludzi, a to jest moim zdaniem głupota totalna… Bo ludzie gadali, gadają i będą gadać nawet bez kompletnego powodu z głupiej zazdrości, bo zazdrość moim zdaniem jest głupia.
A oto kilka przykładów z mojego pięknego życia…
***
Idzie sobie Inna  na przystanek w piątek na drugi autobus. Nastawienie, szału brak. Ponuro, jakieś pierwsze krople deszczu, plany spokojnego spaceru szlak trafił. A tam kto?  Tam mam  kolegi( długaśna znajomość, ponad 10 lat) I zaczyna gadać, jak tam u A., a słyszałam, ze ty…. I potwierdza plotki z najdawniejszych  czasów, do czasy gdy wreszcie przyjedzie ten kochany PKS. Sytuacja powtarza się tydzień w tydzień, a wtedy akurat mało osób jedzie niestety.
***
Szczytem wszystkiego jest to,
że  gdy Inna poszła do Szkoły do miasta to  zdarzały się nawet 3 telefony dziennie od zaniepokojonych obywateli czy by na pewno nie zeszłam na zła drogę, nie chodzę po labach, nie plątam się jak jest w domu robota…
  • I tak byłam na labie, po szłam w stronę tz. winnej Góry( szłam do dentysty, ale okej.)
  • Szłam do banku, zabawkowego raczka, albo jeszcze gdzieś po szalenie cenny, potrzebny, nawet niezbędny przedmiot, ale gdzie. Przecież ewidentnie po sklepach na labie.
  • Szłam do gminy zapłacić coś,albo do biblioteki, a miałam czas rano, to na pewno na pierwszą lekcję nie poszłam

Nie wierzyłam w te telefony ( ewidentny przejaw paranoi porządnie rozwiniętej)do czasu gdy:
Inna gada z wujkiem, pod domem.
Moment i do domu na obiad. Po chwili dzwoni telefon.
Gdzie ta W, z tym K.pojechała?(Wprawdzie ja sobie spokojnie pomidorową jadłam w pokoju, ale ludzie przecież lepiej wiedzą co robię z kim robię i kiedy robię…)
Inna już wierzy, ze coś takiego istnieje, ale nie wie jak można być tak zabsorbowanym ‘’dobrem’’ drugiego człowieka. I to jest właśnie ten chorobliwy brak anonimowości, którego czasem brakuje bardziej niż zwykle...
Każdy cię ''zna'', albo przynajmniej udaje( a ja ludzi co najwyżej kojarzę, tak  ignorantka zemnie) każdy czegoś chce, każdy zawraca ci głowę.

A wy jesteście anonimowi?

czwartek, 24 kwietnia 2014

Dzień książki:)


Książka to takie papierowe coś, które może sprawić wszystko.
Jest ich nieskończenie wiele, gatunek, autor, język, przesłanie
Wszystko taki inne, a zarazem łączące.
Inna żyje książkami. Czyta, pochłania, żyć, bez nich nie może,
bo czyta zawsze wszędzie,
bo lubi z wyboru, nikt jej nie kazał, nikt jej nie obiecywał cudów, a jednak cuda się zdarzają na naszych oczach, bo książki dają więcej niż biorą, bo jeśli biorą to tylko czas i trochę wyobraźni.
Co do pozytywów chyba nie muszę nic mówić wystarczy wziąć do ręki faktura, zapach namacalność( tak rozwiewam wątpliwości macam książki z zdarza mi sie tka porządnie zaciągnąć zapachem)...
Z każdym nowym autorem, z kolejną dobrą książką coraz bardzie to wciąga i coraz bardziej twierdza mnie w przekonaniu, ze to jest to co sprawia mi przyjemność i jest ważne w moim życiu.
Istnieje jednak niebezpiecznie mało spostrzegawcza grupa ludzi, która nie czyta, która uważa książki za głupstwo, stratę czasu. Ja nie każę pochłaniać całej bibliotek, ale czytanie dużo daje. A ludzie nie czytają, dzieci mają gdzieś książki.
Bo lektury są głupie, bo nie ma co czytać?
Serio?
O gustach się nie dyskutuje. Nie wszystkie lektury są fajne, ciekawe interesujące, a gust jak biust każdy ma inny. Tu się moze zgodzę.ale to, ze nie ma czego czytać? nie naprawdę jest co czytać. Biblioteki, księgarnie aż uginają się od książek. Każda z nich szepcze weź mnie. Czytając książki dajemy im życie, i sobie chyba też, kolejnego bohatera.
Najbardziej jednak dziwi mnie jak można nie czytać... dziwi. Jak można nie czytać? Nie wiem, ale widocznie można i nawet można się tym szczycić, być dumnym.
Bo ostatnio przeczytaną książką była lektura w podstawówce
Bo nie czytam lektur
Bo książki są głupie
Bo filmy fajniejsze
I tak dalej i tak dalej.
Co człek to inna wymówka
A książki są takie piękne.
I tyle można dzięki nim zyskać.
I to mówi Inna, jak mawiają znajomi książkoholik kwalifikujący się na odwykJ

A wy czytacie?

sobota, 12 kwietnia 2014

zrozumienie

Jest sobota rano. Inna o szóstej zostaje budzona przez dowcipnego tatę, który jak co rano mówi: wstawaj, bo trzeba kanapki do szkoły zrobić.  Dostałam szlaban na zwierzaki i moja rola spełzła do kanapek. Chyba powinnam piać z zachwyt nie?
Zwlekam się z łóżka bez entuzjazmu wystrojona w dresy i 3 swetry, bo wczoraj było mi zimno i tak nie wiadomo kiedy sobie usnęłam  przy okazji. Entuzjazm minimalny, bo sobota rano znów trza będzie sprzątać, święta zapasem. Bywa.
Ale nie u Innej. Inna miała udać się do szkoły na angielski finansowany z unijnych. W tamtym tygodniu miał, być, ale było doradztwo zawodowe. Swoją drogą Dowiedziała się inna o sobie oj dowiedziała. Z testów wyszło jej że jest absolutnie w 100% typem intelektualnym, a najmniej punktów uzyskała przy typie pracownika biurowego. I serio ja chciałam iść do ekonoma do papierów zamiast ludzi, zestawień, tabelek i rygorystycznych druków?
Ubrała się inna w miarę ciepło, co jednak się okazało się zbyt ciepłym rozwiązaniem, bo zimno było pochmurno, mgliście nie entuzjastycznie. Psa żal z domu wyrzucić, a co dopiero człowieka. Torebkę na ramieniu zawiesiła i ruszyła na podbój, bo 5 godzin trzeba się podpisać na liście, co by sobie kiedyś prawo jazdy zrobić, albo na prawie pewne praktyki we wakacie skoczyć.
Inna miała mieć angielski, a okazało się co? Że angielski w maju, bo przecież miała pani inne grupy już rozplanowane. Super uwielbiam zwlekać się wybierać, wstawać robić te kanapki i iść, co by potem wrócić, tym razem z buta. Po jakichś 30 minutach w samym mieście. A wszystkiemu winna kto? Koleżanka, która nie umie czytać ze zrozumieniem. Napisała na wszechobecnym fb i szczęśliwa.
Śmiech na Sali. Ludzie  jak można nie umieć czytać ze zrozumieniem? Czy to naprawdę duże wymagania?

Przeszłam się po raz kolejny buta, w prawdzie okazja się mi trafiła, ale jednak fatyga i te kanapki. Przy okazji ‘’znalazłam’’ śliczny dom. Taki z werandą cudo.Tyle razy przechodziłam i nic a dzisiaj olśnienie. 


niedziela, 6 kwietnia 2014

szufladki

Rekolekcje Inna miała, ksiądz z okolic Kasiny Wielkiej, naprawdę pozytywnie, szkoda tylko, ze tak w między czasie, bo lekcje były;/ Nie będzie tu skwapliwej opowieści o tym, co na nich było bo na ten temat, to ja już poemat w zeszycie do religii napisałam. Będzie po raz kolejny o szufladkach.
Jestem tak bardzo przeciwko jak tylko się da, bo  z życie wiem, ze nie warto, bo to niesprawiedliwe i można się przejechać, albo zniszczyć komuś życie, a ja się do tego w taki sposób nie zamierzam przyczynić.
Ideologia i poglądy to jedno, ale wydaje mi się, wiem może to co teraz napiszę jest naiwne, pozbawione jakiegokolwiek głębszego sensu, ale ludzie w pracy nie powinni szufladkować.
***
Inna do spowiedzi była nie tak strasznie dawno, bo w zeszłym tygodniu. Standardowa formułka, grzech i co dalej? A no ksiądz od początku leci przykazaniami akcentując na 6, i pytając dwa razy czy aby na pewno nie palę, nie piję i narkotyków nie zażywam i czy oby na pewno nie zapomniałam o ściąganiu. Ja rozumiem, ja sporo rozumiem, księdzem nie byłam i nie będę, więc może się wymądrzam, ale gdzie wiara w ludzi i dobrowolność? Może i ksiądz miał najlepsze intencje, ale ja akurat nie ściągam, do palenia, dragów i alkoholu mam ściśle abstynencki stosunek nie wspominając już o tym, ze nawet jeślibym chciała się z kimś dogłębnie poznawać od strony fizyczno-cielesnej, to takiej osoby na horyzoncie puki co brak odnotowuję. A i byłabym zapomniałam o mszy świętej, bo to pytanie było aż 3 razy powtarzane, a do kościoła chadzam, nawet by rzecz, że częściej niż 5 razy w  miesiącu.
***
Idę do nauczycielki, skądinąd miłej, co by zapytać o klarowność i ewentualne możliwości mojej przyszłej być może 6 z biologii. Pani mówi, że gdybym to ja poszła na konkurs, a nie koleżanka, to by mi dała, wiec powinnam ja przekonać, bo ona ma złe oceny i jaki to będzie wynik dla klasy?
 Ja w ludziach cenię to jacy są, a nie jakie mają oceny. Wydawało mi się, że nie jestem w tym znowu tak strasznie odosobniona, szkoła średnia. A tym czasem co? Zaskoczenia. Ów koleżanka, nie ma ocen jakichś ambitnych, bo moim zdaniem, kiedyś musiał ją skrzywdzić system i to tak porządnie, bo jest mądra inteligenta, ale oceny ma w dupie…
***
Czasy gimnazjalne:
Iście po dziennik. Ja w 2 warkoczach, z bransoletką w swetrze jak zwykle, generalnie, co by się wtopić
Koleżanka z czarownymi włosami, rajtki krótkie spodenki –modny, aczkolwiek zupełnie skromny strój. Kto poszedł po dziennik? Ja, mimo iż ona była przewodniczącą klasy.
***
Osoba wymiotowała leżała, a że padał deszcz, to za czysta nie była.
Okazało się, że to był atak padaczki, a ludzie przechodzili, i myśleli ze to pijak.
I takich przykładów mogłabym mnożyć, ciężko jest  tak nie szufladkować, przynajmniej w niektórych wypadkach, ale warto bo nic nie tracimy a możemy zyskać  naprawdę fajne znajomości. Szufladkując ludzi ograniczani ich, sprowadzamy do kilku cech, uprzedzeń, odczuć, wyczucia, wyglądu, najczęściej bez konkretnego powodu. Po co? dlaczego? tego nie wiem.
A wy szufladkujecie?
Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. Może się bowiem okazać, że znalazł się na dnie przez nieszczęście, chorobę lub ludzką podłość.


poniedziałek, 31 marca 2014

Bo człowiek uczy sie przez całe życie, zwłaszcza o sobie od innych

Ostatnimi czas dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy,  ,
a)      ze mężatki po pięćdziesiątce nie są mężatkami,
b)      ze niektórzy nie wiedzą co to znaczy mieć mgliste pojęcie,
c)       ze Krzysiowi kanapki mimo iż z keczupem są pyszne
d)      ze baletki po 3 miesiącach siedzenia w szafie nadal są tka samo nie przystosowane do moim nóg i wymagań co do butów
e)      że nogi podczas ślubowania muszą być w nieodrywającym się bynajmniej stosunku z rękami, (bo by chyba inaczej uciekły i wielu innych mniej lub bardziej współgrających ze sobą rzeczy, no dobra moja empiryczna interpretacja bezustannego prawie ochrzanu za nie wystarczająco bliska odległość rak od nóg)
f)       Że ustawa śmieciowa jest tematem rzeką o którym mogę pisać stronami.
Zostawiając jednak za sobą naturę czysto ‘’logicznego’’ pojmowania świata pozostaje nam jeszcze nasza skromna osoba w pojmowanym przez nie nas świecie i świetle. Tu to dopiero poznajemy możliwości interpretacji. Kurczę nie jedna dobra rzecz by z tego wyszła. W prawdzie psuje to trochę ich zmienność, bo to gorzej niż z pogodą, ta przynajmniej jest choć trochę przewidywalna. I tym o to sposobem dowiaduję się o sobie przynajmniej 3 intrygujących faktów dziennie. Gdybym miała chodzić do psychologa tudzież psychoanalityka  to bym z torbami poszła, a tak mam za darmo:
a)      Materiał do analizy, bo czasami faktycznie mnie oświecą
b)      Materiał dla połechtania miłego swojego ego
c)       Materiał do bezkonkurencyjnych ironicznych żartów
d)      Materiał do Pośmiania się z bezsilności
e)      Materiał do moich fascynujących rozmyślań na temat ludzi
f)       Materiał Inspiracyjny
g)      I nie nudzę się podczas przymusowych spacerów w piątkowe poranki kiedy to do zagospodarowania mam jakieś 1,5h.
h)      I można sobie ćwiczyć dyskusje, logiczne argumentacje.

I to wszystko za takie przebywanie z ludźmi. To nic, ze czasem ni jak ma się to  do rzeczywistości. Grunt, ze są te ‘’korzyści’’ No i ciśnienie czasami wyższe, bez kawy:D

niedziela, 23 marca 2014

...

Inna w piątek była w Warszawie. Było fajnie było. Studiować bym już mogoła najlepiej marketing i zarządzanie, albo socjologię albo…( i tutaj kolejne kierunki wstawić). Wykłady są fajne, samemu się pisze, co chce się pisać, a dyskusje jeszcze lepsze. nawet książkę dostałam za aktywność.
Co do samego m miasta to już zachwyt bez wątpienia mniejszy może brak entuzjazmu z mojej strony?. To moja druga wizyta w stolicy. Warszawa jest duża, tak sztuczna, asfaltowo-betonowo-wysoka. Wieżowiec obok wieżowca z przecięty asfaltem i  gdzieś tu miedzy tym jakieś biedne drzewko.  Nie moje klimaty. Nie mówię o zabytkach Wilanowie, czy pałacu królewskim. To chyba jednak trochę za mało.

 Co do podróży to metro i tramwaj faktycznie wygodne. Najlepiej jednak się jeździ pociągiem, bo wygodnie komfortowo, dużo miejsca. Autobusem również podróżowałam i samochodem. W piątek od wpół do czwartej do samej północy zaliczyłam trochę środków transportu, bo i się kilkaset kilometrów przebyło. W miedzy czasie poszła Arabska zona. Co do krajobrazów to tak równo strasznie, prosto, aż nie naturalnie. A te drzewa to takie jakieś biedne, ostatkiem sił stojące. A już widok jabłoni koło Kielc mnie przeraził. Takie jak od linijki poprzycinane, bez cienia gałązki po za ogólną formą. Jednak koło drugiej
Chyba do miasta sie nie nadaję i muszę mieszkać tu gdzie mieszkam.

***
Inna na profilu turystycznym jest i bakcyla złapała, toteż wszystkich mniej lub bardziej ciekawych pragnie zawiadomić o tym, że w ostatni weekend marca odbędzie się festiwal turystyczny a dokładnie Bonawentura 2014 w Starym Sączu. Stąd oczywiście płynie moje skromne stwierdzanie, ze wszystkie drogi prowadzą do Starego Sącza. Bo warto przyjechać jest jeszcze trochę czasu, są jeszcze bilety, więc jeśli macie czas, ochotę i fundusz to przybywajcie.  Gdyby ktoś się wybierał, albo miał jakieś pytanie, to do mnie. A tu program J